REFLEKSJE NA NABOŻEŃSTWA MAJOWE

CZYTANKI MAJOWE 2020

18 maja – PONIEDZIAŁEK

 100 Rocznica Urodzin św. Jana Pawła II

MARYJNI PASTERZE.

 „Czcigodny i umiłowany mój Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża-Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności, rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej miłości, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła; gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, który związany jest z Twoim biskupim, prymasowskim posługiwaniem”.

Tak serdecznie i osobiście, do Prymasa Polski Stefana kardynała Wyszyńskiego, zwrócił się św. Jan Paweł II, wkrótce po swoim wyborze na Stolicę Apostolską. To był niezapomniany rok 1978 – „rok trzech papieży”. 6 sierpnia zmarł św. Paweł VI. Wybrany już w drugim dniu konklawe, Jan Paweł I, umarł nagle, po zaledwie 33 dniach pontyfikatu! A 16 października 1978 roku, papieżem zostaje św. Jan Paweł II.

Papieskie „Totus Tuus” (Cały Twój), zaczerpnięte z duchowości św. Ludwika Marii Grignion de Montfort, dojrzewało w Polsce, obok prymasowskiego „Per Mariam ad Iesum” (Przez Maryję do Jezusa). Również tu należy szukać źródeł niezwykłej więzi obu wielkich Pasterzy Kościoła: Prymasa i Papieża. Ich przyjaźń, swymi korzeniami, sięga wielkiej miłości do Maryi, Matki Odkupiciela.

W maryjnej encyklice „Redemptoris Mater” (Matka Odkupiciela) z 1987 roku, św. Jan Paweł II wyjaśnia miejsca w Maryi w życiu Kościoła:

„Kościół (…) od pierwszej chwili „patrzył” na Maryję poprzez Jezusa, tak jak „patrzył” na Jezusa przez Maryję. Była Ona dla ówczesnego Kościoła i pozostaje zawsze szczególnym świadkiem lat dziecięcych Jezusa, Jego życia ukrytego w Nazarecie, gdy „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała w swoim sercu” (Łk 2, 19; por. Łk 2, 51). Dla ówczesnego Kościoła i dla Kościoła wszystkich czasów Maryja była i pozostaje nade wszystko Tą „błogosławioną, która uwierzyła”: uwierzyła pierwsza” (RM, nr 26).

Wielcy pasterze pokazali całym swoim życiem, że – zaraz po Bogu – warto oddać pierwszeństwo Maryi. Że warto się od Niej uczyć wiary, ufności i miłości. Że warto naśladować Jej niezwykłą wrażliwość na Boga i na człowieka. Św. Jan Paweł II i Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński przekonują nas, że maryjna szkoła życia jest sprawdzoną w ciągu wieków i pewną drogą ku dojrzałości chrześcijańskiej.

Dziś, tj. 18 maja 2020 roku, przeżywamy setną rocznicę Urodzin Wielkiego Papieża, św. Jana Pawła II. Zamiast tradycyjnego „Sto lat” czy jego łacińskiego odpowiednika: „Plurimos annos”, niech wybrzmią słowa samego Solenizanta. To było ostatnie spotkanie ze Świętym Ojcem, przy oknie, na Franciszkańskiej w Krakowie, 17 sierpnia 2002 roku. W krótkiej, pogodnej refleksji nad upływającym czasem, nad starzeniem się, św. Jan Paweł II powiedział:

…Nic nie poradzimy. Jest tylko jedna rada na to. To jest Pan Jezus. «Jam jest zmartwychwstanie i życie», to znaczy — pomimo starości, pomimo śmierci — młodość w Bogu.

Maryjo, świętością piękna i wiecznie młoda w Bogu,

pokaż nam Jezusa.

Maryjo, przez którą widzimy Twego Syna,

bądź blisko nas.

Maryjo, cała oddana Bogu,

okaż się nam Matką.

(Chwila milczenia)

 19 maja – WTOREK

 „WSZYSTKO POSTAWIŁEM NA MARYJĘ.”

 „Przyjdą nowe czasy, wymagają nowych świateł, nowych mocy, Bóg je da w swoim czasie. Pamiętajmy, że jak kardynał Hlond, tak i ja, wszystko zawierzyłem Matce Najświętszej i wiem, że nie będzie słabszą w Polsce, choćby ludzie się zmienili.”

Tak powiedział na łożu śmierci Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński. Był rok 1981. To był trudny rok dla Kościoła i dla Ojczyzny. 13 maja, na Placu św. Piotra, w Rzymie, strzelano do papieża Jana Pawła II. 28 maja odszedł Wielki Prymas. A 13 grudnia  1981 roku, stan wojenny okrył cały nasz kraj smutnym całunem przygnębienia i niepewności… Ale i wtedy Maryja była ze swymi dziećmi.

19 października 1984 roku, w ostatnim różańcu z wiernymi, w Bydgoszczy, po którym, w drodze do Warszawy, został uprowadzony, okrutnie torturowany i zamordowany, bł. ks. Jerzy Popiełuszko modlił się:

„Dziękuję Ci, o Matko, za wszystkich, którzy pozostają wierni swemu sumieniu, którzy sami walczą ze słabością i umacniają innych. Dziękuję Ci, Matko, za wszystkich, którzy nie dają się zwyciężyć złu, ale zło zwyciężają dobrem.” Były więc różańce, były Apele jasnogórskie, nie tylko w  częstochowskim Sanktuarium Matki i Królowej ale i w wielu kościołach, w domach, w rodzinach. „Jestem… Pamiętam… Czuwam…” stało się dla wielu ludzi, wyrazem odpowiedzialności za siebie i za poziom nadziei w otaczającym nas świecie.

Kardynał Stefan Wyszyński, w 1972 roku, w katedrze warszawskiej, powiedział:

„…Jeżeli syn ziemi śląskiej, pierwszy prymas na stolicy arcybiskupów warszawskich (Sługa Boży August Hlond) kazał się tutaj, w katedrze, pochować – chociaż świątynia ta była wówczas bez sklepień, wypełniona tylko lasem rusztowań – chciał przez to pouczyć, gdzie naród ma bazować swoją przyszłość i na czym ją oprzeć.”

Kim był, wspominany przez wielkiego następcę nawet na łożu śmierci, Prymas Polski August Hlond? Dlaczego właśnie dziś warto także o nim wspomnieć?

Najpierw dlatego, że dwa lata temu, 19 maja 2018 roku, papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności cnót kard. Hlonda. Jeśli tylko zostanie zgłoszony i uwiarygodniony przynajmniej jeden cud, dokonany za jego wstawiennictwem, otwarta będzie droga do beatyfikacji.

Warto o nim mówić również dlatego, że jako kapłan w zgromadzenia salezjanów, a następnie pierwszy biskup diecezji katowickiej i wreszcie jako arcybiskup gnieźnieński, i poznański, Prymas Polski, i kardynał, już w okresie międzywojennym stanowczo bronił rodziny i młodego pokolenia przed przychodzącą w szatach postępu i nowoczesności demoralizacją i ateizacją.

Zgłębiając nauczanie jego następcy, Prymasa Wyszyńskiego, warto o nim wspomnieć, także z tego powodu, że Prymas Tysiąclecia w swej posłudze, heroicznie poszedł dalej dobrze już wytyczoną drogą duchowości maryjnej swego poprzednika. To właśnie kard. Hlond, w duchu orędzia fatimskiego, 8 września 1946 roku, wraz z całym Episkopatem, w obecności miliona Polaków, na Jasnej Górze, dokonał aktu poświęcenia całej Polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W ten sposób Polska stała się pierwszym krajem, po Portugalii, który tego aktu dokonał zgodnie z prośbą wypowiedzianą przez Matkę Bożą w Fatimie.

Czcigodny Sługa Boży kard. August Hlond, zmarł nagle (dokładne przyczyny do dziś są nieznane), po udanej operacji, 22 października 1948 roku, mając 67 lat. Jego pogrzeb był wielką religijną i patriotyczną manifestacją. 30 lat później, również 22 października, miała miejsce uroczysta inauguracja pontyfikatu św. Jana Pawła II…

Maryjo, dziękujemy Ci, że dałaś nam na trudne czasy dobrych i wielkich Pasterzy.

Maryjo, wspieraj i dziś biskupów oraz kapłanów w ich wyjątkowej i niełatwej misji głoszenia Ewangelii Nadziei i Życia.

Maryjo, chroń młodych przed zagubieniem i pustką; wzbudzaj w nich  wielkie, Boże pragnienia: życia silniejszego od śmierci i wolności, której szczytem jest miłość.

 (Chwila milczenia)

 20 maja – ŚRODA  

 GŁOSIĆ TEGO, KTÓREGO ZNAM.

 „Żyjąc w Kościele jesteśmy uprzywilejowani, ponieważ tkwimy w środowisku, które ciągle nam przypomina wielkie misterium Zmartwychwstania i życia. Wypełnienie posłannictwa przez Marię Magdalenę wynikało stąd, że ona dobrze znała Mistrza. Znała Go nie tylko teoretycznie, ale osobiście i miłowała Go. Patrzyła na Jego życie, znała Jego czyny, wierzyła w Chrystusa i Chrystusowi. Podobnie jest i dzisiaj w naszej pracy apostolskiej. Wiara ułatwia nam apostołowanie. Głosić Chrystusa to znaczy znać Go przez wiarę, wyznawać przez życie z wiary, przez czyny i miłość” (Warszawa, 9 kwietnia 1978).

Św. Maria Magdalena, która jako pierwsza spotkała Chrystusa zmartwychwstałego w ogrodzie, nieopodal Pustego Grobu, jest świadkiem szczególnym. M. in. św. Tomasz z Akwinu nazywa ją „apostołką apostołów”.

Na osobiste życzenie Papieża Franciszka, od 22 lipca 2016 roku, „aby podkreślić znaczenie Tej, która jest pierwszą apostołką Zmartwychwstania, bo przekazała radosną nowinę apostołom, wspomnienie św. Marii Magdaleny zostaje podniesione do rangi święta i obdarzone własną prefacją” – takie uzasadnienie papieskiej decyzji znajdujemy w dekrecie watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Dokument zaznacza, że „decyzja ta wpisuje się w aktualny kontekst kościelny, który domaga się głębszego spojrzenia na godność kobiety, na nową ewangelizację i na wielkość misterium Bożego miłosierdzia. (…) Św. Maria Magdalena jest tutaj przykładem prawdziwej i autentycznej ewangelizatorki, czyli zwiastunki Dobrej Nowiny, oznajmiającej wielkanocną radość (…) Poza tym, to właśnie w ogrodzie zmartwychwstania, Pan powiedział do Marii Magdaleny: «Nie dotykaj Mnie». (…) To naprawdę skierowane jest do całego Kościoła i stanowi wspaniałą lekcję dla każdego ucznia Chrystusa, aby nie szukał jedynie materialnego bezpieczeństwa, światowego uznania, ale żywej wiary w zmartwychwstałego Chrystusa!”

Pytajmy więc samych siebie: Czy mam żywą wiarę? Czy o życie wiary zabiegam nawet bardziej niż o chleb powszedni? Czy wierzę tylko w to, co wiem, czy jednak wierzę w Tego, którego znam i wciąż chcę poznawać? Czy wierzę tylko w to, co rozumiem, co mieści mi się w głowie, czy też moja wiara opiera się na osobistym związku z Bogiem? Czy jestem tylko wyznawcą religii Chrystusa i Jego uczniów, czy też doświadczam, że jestem rodziną Boga, do której On sam mnie powołał i przyjął?

Wtedy przyszli do Niego Jego Matka i bracia, lecz nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu. Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je» (Łk 8, 19-21).

Maryja, słysząc te słowa, zapewne i tym razem zachowała je w swoim sercu i głęboko rozważała (por. Łk 2, 19. 51). Być może wtedy zrodziła się w Jej, dobrze „zestrojonym” z Bogiem, Sercu, kolejna pieśń uwielbienia, nowe „Magnificat”. „Bądź uwielbiony, Panie, że są ludzie, którzy kochają Boga całym swoim życiem i nad życie cenią sobie wielki dar wiary, otrzymany od Niego. Bądź uwielbiony, Panie, że religią tych ludzi jest miłość silniejsza od śmierci a nie małoduszne licytowanie się z Bogiem i bliźnimi skrzętnym zachowywaniem samych przykazań.”

Maryjo, która pierwsza słuchałaś i wypełniałaś słowo Boże!

Maryjo, Niewiasto wielkiego zawierzenia Bogu; mimo wszystko i ponad wszystko!

Maryjo, Matko naszego zawierzenia, prowadź nas do Jezusa, ucz nas jak na Jego miłość, w naszym życiu, odpowiadać miłością.

(Chwila milczenia)

 21 maja – CZWARTEK

 – WSPOMNIENIE ŚW. JANA NEPOMUCENA,

PREZBITERA I MĘCZENNIKA

WIARA I MILCZENIE BOGA.

 

Dziś wspomnienie św. Jana Nepomucena. Ten kapłan i męczennik żył w II połowie XIV wieku. Studiował w Pradze a potem w Padwie. Arcybiskup Pragi powołał Jana na swojego wikariusza generalnego. Gdy doszło do sporu między królem Wacławem IV Luksemburczykiem a arcybiskupem Pragi, Jan został wysłany do zamku władcy, na Hradczany, jako mediator. Porywczy Wacław, 20 marca 1393 roku, kazał go jednak uwięzić. Ks. Jan był okrutnie torturowany. Podobno nawet sam król brał w tym udział. Potem, zmaltretowanego ale jeszcze żywego ks. Jana, zrzucono w nocy, z mostu Karola, do rzeki Wełtawy, która przepływa przez Pragę.

Dlaczego król posunął się do tortur? Dlaczego zamordowano ks. Jana Nepomucena?  Jeden z kronikarzy zapisał, że ks. Jan zginął, ponieważ odmówił ujawnienia tajemnicy spowiedzi małżonki królewskiej – królowej Zofii. Dlatego uważa się go za pierwszego męczennika tajemnicy spowiedzi. Stąd jego wizerunki możemy znaleźć również w pobliżu lub na konfesjonałach. Jeszcze częściej jego figury umieszczano na mostach i w pobliżu przepraw rzecznych. Zasięg kultu św. Jana Nepomucena jest naprawdę globalny. Np. w Paragwaju i Kolumbii są miasta nazwane jego imieniem (San Juan Nepomuceno)…

Jednak ze względu na terytorialną bliskość ale i kościelne powiązania, szczególny kult tego Świętego rozwinął się na śląskiej ziemi. Na terenie samej tylko diecezji opolskiej możemy znaleźć bardzo dużo jego figur, obrazów, kapliczek; są nawet kościoły pod jego wezwaniem. Pośród atrybutów, symboli jego świętości jest jeden naprawdę wyjątkowy. Otóż warto wiedzieć, że św. Jan Nepomucen jest, oprócz Najświętszej Maryi Panny, jedynym świętym, którego przedstawia się z gwiazdami wokół głowy. Zwykle święci mają taką czy inną aureolę a on ma pięć gwiazd (czasami pięć promieni). Dlaczego? Otóż jest to odwołanie się do znaku jaki ukazał się na niebie, po męczeńskiej śmierci św. Jana. Utopiony, po okrutnych torturach, w Wełtawie, został odnaleziony właśnie dzięki pięciu gwiazdom, które rozświetliły miejsce gdzie rzeka zaniosła jego ciało. Gwiazdy te symbolizują ponadto pięć ran Chrystusowych oraz pięć cnót Janowych: 1. pobożność, 2. pokorę, 3. dyskrecję, 4. pilność i 5. miłosierdzie. Symbolika dotyczy także pięciu liter łacińskiego słowa „TACUI” (czyt. takui) („milczałem”), które razem z palcem na ustach (tak się go również przedstawia) przypominają o dochowaniu przez św. Jana tajemnicy spowiedzi. Ciekawe, że podobnie jak język św. Antoniego w Padwie, wielkiego kaznodziei, tak też język św. Jana Nepomucena, mężnego spowiednika, zachowany w całości, jest przechowywany w artystycznym, osobnym relikwiarzu katedry praskiej.

Nietrudno zauważyć, że każdy z wymienionych atrybutów kieruje nasze spojrzenie również na Maryję. Ona też była i nadal pozostaje pobożna, pokorna, dyskretna, pilna i miłosierna. Jest także Matką milczącą. Strzeże tajemnicy Boga żywego. Nie ukrywając ale adorując, nie przemilczając ale mądrze kochając. Nie jest Matką niemą ale milczącą i wsłuchaną, czyli nigdy swoim słowem nie zagłuszającą Boga. Natomiast chętnie swoim milczeniem „nagłaśnia” najdelikatniejsze poruszenia i natchnienia Ducha Świętego.

Metody świata są inne. Sprytne i podstępne manipulowanie faktami można łatwo pomylić z walką o prawdę. Maryja uczy nas Bożego milczenia, które człowiek powierzchownie często traktuje jako bezradność i słabość Boga, a nawet jako dowód Jego nieobecności w świecie.

Kard. Wyszyński tak nauczał o wierze doświadczonej milczeniem Boga:

„Jest wiara trudna, doświadczana, smagana wichrami, jak limba nad Morskim Okiem, odzierana z igliwia, którą jednak bardziej podziwiamy aniżeli bujne drzewo, rosnące nad brzegami wód. Trudno utrzymać się jej na gołym głazie, trudno wytrzymać wichry i zimna. A jednak ona trwa… Cóż to za siła! Gdy będziecie latem nad Morskim Okiem, zapuśćcie się obok schroniska w lewo i spójrzcie w kierunku Rysów. Są tam wysmagane, doświadczone, wciąż trwające limby.

Tak często wygląda nasza wiara. Pozostaje nam wówczas nie tylko opędzać się przed wichrami, ile trwać w wielkiej cierpliwości i wszczepiając się coraz bardziej w twarde łono granitu – przetrwać… Taka wiara jest zjawiskiem najczęstszym, jest znamieniem ludzi dojrzałych. (…) Zda się, nic nie ocalało, wszystko zostało odarte, a jednak jesteśmy, trwamy, i przez cierpliwe trwanie – doczekamy się Bożego światła.”

Św. Janie Nepomucenie, odważny, wierny i silny Bożym milczeniem – broń nas przed pustosłowiem świata i jego proroków.

Maryjo, milczeniem roztropna, pomóż nam usłyszeć jakże wymowny krzyż Chrystusa, zmuszany dziś do milczenia.

Matko dobrego słowa, które nie zagłusza prawdy ideologią ale prowadzi i oświeca drogę ku Bogu, nie opuszczaj nas!

 

(Chwila milczenia)

 22 maja – PIĄTEK

 INTELIGENTNI Z BOGA.

 „…Byłbym pasterzem ślepym i wodzem ślepych, gdybym nie dostrzegł tego atawistycznego Bożego śladu na dziejach myśli Bożej w świecie, gdybym powiedział: nie masz już nic do zrobienia! Jak to nie masz? Jeśli było jeszcze coś do zrobienia w ostatecznej katastrofie, która zniekształciła osobowość ludzką przez grzech; (…) jeśli było aż tyle do zrobienia na Kalwarii, czyż dzisiaj nie mielibyśmy już nic do zrobienia? O nie, mamy dziś bardzo dużo do zrobienia! Możemy i musimy oddać się najlepszej Matce naszej!” (Słowo Prymasa na Jasnej Górze w: Anna Rastawicka, W Maryi pomoc. Program Prymasa Tysiąclecia. Czytania majowe i nie tylko, Częstochowa 2019).

Wsłuchując się w słowa Sługi Bożego kard. Wyszyńskiego zdumiewamy się ich aktualnością, „świeżością”, właściwą Bożym prorokom. Św. Jan Paweł II, w homilii wygłoszonej 2 czerwca 1980 roku, w Lisieux, w czasie Eucharystii, sprawowanej przed Bazyliką św. Teresy od Dzieciątka Jezus i Najśw. Oblicza, w jej rodzinnym mieście, Papież powiedział:

„Święci właściwie nigdy się nie starzeją i nie „przedawniają”. Stale pozostają świadkami młodości Kościoła. Nigdy nie stają się tylko postaciami z przeszłości, ludźmi jakiegoś „wczoraj”. […] zawsze są ludźmi „jutra”, ludźmi ewangelicznej przyszłości człowieka i Kościoła, świadkami „świata przyszłego.”

Stąd to doświadczenie aktualności myśli Prymasa, którego świętość Kościół potwierdził już decyzją Ojca Świętego Franciszka. Cierpliwie ale z wielką tęsknotą wyczekujemy uroczystego aktu beatyfikacji. I dziękujemy Bogu za takiego Pasterza, który przekroczył granice czasów, mody i cywilizacyjnych porażek. Wyprzedził mędrców tego świata Bożym posługiwaniem się osobistą inteligencją.

Warto bowiem przypomnieć, że „inteligentny” pochodzi od łacińskiego słowa: „inter-legere”, tzn. zbierać, czytać głębiej to, co dociera do naszych zmysłów, co poznaje nasz rozum. Dziś częściej mówimy o odczytywaniu „znaków czasu.” Właśnie taką inteligencję miała Maryja, taką miał św. Jan Paweł II i Sługa Boży kard. Wyszyński. Tak inteligentna była św. Rita, patronka dnia dzisiejszego, dla której „beznadziejne” było zaproszeniem do jeszcze większej ufności, złożonej w Bogu. Taką inteligencję miał każdy święty. A precyzyjniej mówiąc: taką inteligencją się posługiwał (!) Bo zdolność zbierania w całość tego, co wokół, widzenia głębiej, otrzymał każdy z nas, na chrzcie świętym. Otrzymana od Boga „inteligencja” rozwija się w każdym, kto się modli, kto przyjmuje sakramenty, w których Bóg daje nam swoją łaskę.

Wracając do pierwszej myśli Prymasa – „Byłbym pasterzem ślepym i wodzem ślepych, (…) gdybym powiedział: nie masz już nic do zrobienia…” – rozpocznijmy dziś, wraz z całym Kościołem nowennę do Ducha Świętego. Znamiennym jest fakt, że tegoroczny maj zakończymy właśnie w Dniu Pięćdziesiątnicy, w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Jesteśmy z Maryją w majowym Wieczerniku wiary i nadziei. Matka Pięknej Miłości udziela nam korepetycji, bo wciąż tak mało rozumiemy, wciąż popełniamy błędy w kochaniu Boga i człowieka. Zdarza nam się nawet samych siebie źle kochać, popełniając grzech, który zatruwa nasze życie i rozwój.

Maryja już w chwili Zwiastowania przeżyła przyjścia Bożego Ducha, którego mocą poczęła Jezusa. Dlatego chętnie towarzyszy nam, swoim dzieciom, w czuwaniu, w oczekiwaniu na przyjście Tego, Który jednoczy, Który buduje Nowego Człowieka na zgliszczach zła a nie na odwrót. Ona potrafi rozpoznać Jego dyskretne poruszenia, delikatne jak szmer łagodnego powiewu, który usłyszał Eliasz na Bożej Górze Horeb. Maryja zawsze była posłuszna Bogu. Jej uległość wobec Ducha Świętego dawała Jej wolność, o jakiej świat może tylko pomarzyć, naiwnie ogłaszając kolejne wyzwolenia, które okazują się początkiem jeszcze gorszych niewoli… Dlatego św. Paweł przypomina: „…gdzie jest Duch Pański – tam wolność” (por. 2 Kor, 3, 17).

 

Maryjo, Jutrzenko wolności,

naucz nas nie tylko podejmować decyzje

ale tak kochać, aby to miłość

była szczytem naszych możliwości

– nie, sama wolność.

Maryjo,

„Źródło światła i życia dla nas,

Bądź Matką naszego zawierzenia!

Pomóż nam, Matko,

przyjąć całą Prawdę

i za Jezusem pójść drogą krzyża,

by w ciemności nikt nie chodził,

lecz miał światło życia”        

(por. Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki, Modlitwa do jasnogórskiej Jutrzenki wolności).

 (Chwila milczenia)

 23 maja – SOBOTA

 RADOŚĆ? TYLKO W BOGU!

Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński powiedział:

„Mówi się o współczesnym człowieku, że jest pozbawiony radości, chociaż ma mnóstwo rozrywek. Szuka ich, lecz na każdej się zawodzi, po każdej jest smutniejszy. Ogarnia go zniechęcenie (…) Radość bowiem można mieć z Boga, który jej pragnie dla swoich dzieci. Gdy zabraknie w duszy naszej Boga, nie będziemy umieli się radować ani weselić” (Warszawa, 6 grudnia 1976).

Dlatego soborowa Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym zaczyna się słowami:

Gaudium et spes – „Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych; i nie ma nic prawdziwie ludzkiego, co nie miałoby oddźwięku w ich sercu” (KDK 1).

Nie zapominamy, że jednym z głównych autorów tego dokumentu był młody biskup z Krakowa, Karol Wojtyła. Dlatego później jako papież, tak odważnie szedł z orędziem Bożej radości i nadziei do smutnego i zalęknionego świata.

Jezus mówi dziś w liturgii: „Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (por. J 16, 24). Takie słowa znajdujemy w 16. rozdziale janowej ewangelii. Ale zaledwie jeden rozdział wcześniej czytamy: „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna” (J 15, 11).

Pamiętajmy, że słowa o pełnej radości Jezus powtarza aż dwa razy w momencie, w którym nad Nim i nad apostołami zapadają już ciemności Ogrójca, zdrady i przerażenia. Za kilka godzin On zostanie aresztowany. A potem będzie już tylko ciemniej; poniżenie, pogarda, tortury, groteskowy proces od Annasza do Kajfasza, niesprawiedliwy wyrok zalęknionego prokuratora, pełna bólu droga krzyżowa oraz śmierć poprzedzona trzygodzinnym duszeniem się własną krwią na krzyżu. I gdzie tu jest miejsce na radość?!

Niestety, żyjemy w świecie, w  którym pomieszano wiele pojęć. Jednym z użytecznych przekłamań jest właśnie „radość”. Wmawia się dziś człowiekowi, że radość (szczęście) jest tylko tam, gdzie jest przyjemnie i tylko przyjemnie. Że właśnie przyjemność i zadowolenie są jedynymi i nieomylnymi kryteriami prawdziwej radości i szczęścia. Czy to znaczy, że każda przyjemność jest zła? Nie tak mówi Bóg. Ale każda autentyczna radość nie jest lekka, łatwa i przyjemna. Im bardziej zależy ci na szczęściu w miłości, w powołaniu, w kapłaństwie, w życiu zakonnym, w małżeństwie, w rodzinie, tym większe wymagania musisz postawić najpierw sobie. Nadto, mądrze musisz wymagać od innych.

Ewangelia nie jest jarmarkiem złudzeń. Ponieważ nie ma łatwej miłości, łatwego życia, łatwego szczęścia. Ale każda prawdziwa miłość, dobre życie i autentyczne szczęście na pewno jest piękne. I nie przemija… Potrzeba nam więc głębszego, Jezusowego rozumienia radości, która nie trwa tylko przez chwilę ale takiej, której już nikt nam nie odbierze.

Papież Franciszek, publikując w 2013 roku dokument o głoszeniu Ewangelii w dzisiejszym świecie, nadał mu znamienny tytuł: „Evangelii gaudium” („Radość Ewangelii”). Odwołuje się tam m. in. do diagnozy współczesnego świata, wyrażonej już w 1975 roku przez św. Pawła VI. Ten święty i mądry Papież, obserwując procesy zachodzące w nowoczesnym świecie, już wtedy zauważył:

„Pokusa pojawia się w formie usprawiedliwień i skarg, tak jakby musiało się spełnić wiele warunków, aby mogła zaistnieć radość… społeczeństwo technologiczne zdołało pomnożyć okazje do przyjemności, lecz nie przychodzi mu łatwo doprowadzić do radości” (EG 7).

Mówiąc krótko: Coraz więcej „umilaczy” a coraz trudniej o radość. Świat potrafi nas rozśmieszać ale nie potrafi rozradować, uszczęśliwić aż po brzegi istnienia.

Benedykt XVI w encyklice o radości, „Spe salvi” („Nadzieja zbawienia”), naucza:

„…Kościół pozdrawia Maryję, Matkę Boga, jako «Gwiazdę Morza»: Ave Maris Stella. Życie ludzkie jest drogą. Do jakiego celu? Jak odnaleźć do niego szlak? Życie jest niczym żegluga po morzu historii, często w ciemnościach i burzy, w której wyglądamy gwiazd wskazujących nam kurs. Prawdziwymi gwiazdami naszego życia są osoby, które potrafiły żyć w sposób prawy. One są światłami nadziei (Spe salvi 49).

A tę wielką, papieską katechezę o nadziei kończy taką modlitwą: Święta Maryjo, Ty (…) byłaś pośród wspólnoty wierzących, która w dniach po Wniebowstąpieniu modliła się jednomyślnie o dar Ducha Świętego (por. Dz 1, 14) i otrzymała Go w dniu Pięćdziesiątnicy. (…) Święta Maryjo, Matko Boga, Matko nasza, naucz nas wierzyć, żywić nadzieję, kochać wraz z Tobą. Wskaż nam drogę do Jego królestwa! Gwiazdo Morza, świeć nad nami i przewódź nam na naszej drodze! (Spe salvi 50).

(Chwila milczenia)

 24 maja – NIEDZIELA

UROCZYSTOŚĆ

WNIEBOWSTĄPIENIA PAŃSKIEGO

 DO ZOBACZENIA W DOMU!

 „Musimy się strzec przed prądami niosącymi anarchię, rozkład i fałsz. Musimy się bronić przed różnymi kontestacjami, podważaniem prawdy i autorytetu Kościoła Chrystusowego. Nie pozwólmy podkopywać domu swego – domu naszej duszy, domu rodzinnego i ojczystego, opartego o niewzruszone zasady nauki Chrystusowej. Nie dopuśćmy do progów domowych i ojczystych ducha społecznego nieładu, nieufności wobec Kościoła i jego powagi – burzącej gadaniny, która jest straszną chorobą dusz i pychą umysłów” (Warszawa, Popielec, 1970).

Prymasowska refleksja o odpowiedzialności za Dom (pisany z wielkiej litery) niech będzie zaproszeniem do dzisiejszej majowej, maryjnej refleksji o Domu.

Wszyscy wiemy, jak ważny w życiu każdego człowieka jest DOM. Nie tylko cztery ściany i dach nad głową ale to, co najgłębiej wyraża to słowo.

Zwierzęta budują gniazda, nory, dziuple, czy inne kryjówki. Jedynie człowiek jest zdolny do budowania prawdziwego Domu. Potrzebuje Domu. Można powiedzieć, że nie tylko człowiek buduje Dom ale, że to również Dom buduje człowieka.

Benedykt XVI, w czasie jedynej swej papieskiej wizyty w Polsce, powiedział do młodych, zgromadzonych na krakowskich Błoniach, 27 maja 2006 roku:

„W sercu każdego człowieka, moi przyjaciele, jest pragnienie domu (…) w którym miłość będzie chlebem powszednim, przebaczenie koniecznością zrozumienia, a prawda źródłem, z którego wypływa pokój serca. To tęsknota za domem, który napełnia dumą, którego nie trzeba będzie się wstydzić i którego zgliszczy nigdy nie trzeba będzie opłakiwać…”

Właśnie taki Dom, Józef i Maryja, podarowali sobie nawzajem jako małżonkowie i taki Dom był ich darem dla Jezusa.

Był taki czas w życiu Świętej Rodziny, że nie mieli stałego dachu nad głową (Betlejem, przymusowa emigracja do Egiptu). Nie mieli mieszkania ale Jezus miał Dom: była nim piękna małżeńska miłość Józefa i Maryi, z której było wszystko to, co tworzy Dom. Było poczucie bezpieczeństwa gdy jest się kochanym przez ludzi, którzy naprawdę się kochają. Było ciepło czułości i troski o drugiego bo w Domu wszyscy są u siebie, każdy jest chciany i każdy – potrzebny.

Jezus był kochany przez Boga, Swego Ojca, który Go posłał do ludzi ale w i w najbliższych ludziach – w Maryi i Józefie – ta miłość powracała do Niego, codziennie nowym echem ludzkiej miłości.

A dziś Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego. JEZUS WRACA DO DOMU! Ale ten Dom, Dom Ojca to również nasz Dom. Jak pięknie przypomniał nam o tym św. Jan Paweł II, w godzinie swego umierania: „Pozwólcie mi odejść do Domu Ojca…” Naszym powołaniem nie jest śmierć, grób, pogrzeb, nagrobek;  NASZYM POWOŁANIEM JEST DOM.

Przypomina nam o tym mądra i pełna czułości pieśń, śpiewana w obrzędzie ostatniego pożegnania, w czas chrześcijańskiego pogrzebu:

Dziś moją duszę w ręce Twe powierzam,

mój Stworzycielu i najlepszy Ojcze.

Do Domu wracam jak strudzony pielgrzym

A Ty z miłością przyjmij mnie z powrotem.

Całym naszym życiem, każdym oddechem i każdą decyzją wracamy do Domu. Między innymi tego uczy nas dzisiejsza Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.

Do niedawna p. 90% Polaków wciąż deklarowało wiarę w Boga. Ale tylko 65% wierzyło w życie wieczne! A może wielu z nich odrzuciło coś, co nie jest wiarą chrześcijańską! Odrzucili religijność, w której zabrakło Chrystusowej prawdy o Niebie, o Domu, o Ojcu! Jezus bowiem nie nauczał o aniołkach i chmurkach tylko o Domu i miłości Domowników. Dlaczego właśnie tak? Jakże nieludzka jest bezdomność! A cóż dopiero wieczna bezdomność! Nigdzie i nigdy nie być sobą. Nigdzie i nigdy nie być u siebie. Nigdy i nigdzie nie być dla drugiego kimś najważniejszym. Wiecznie i nigdzie nie mieć kogoś od serca. Toż to prawdziwe piekło! Dlatego Jezus wraca do Domu i mówi o Niebie, o Ojcu, który w Domu ma miejsce dla każdego z nas. Żyjmy więc tak, aby każdy nasz dzień był świadectwem, że wracamy do Domu. Do Boga.

Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi TERAZ i W GODZINĘ ŚMIERCI NASZEJ

Na drodze do Domu każdy krok, czyli „TERAZ” musi być przemyślany. By iść we właściwym kierunku, by iść za Dobrym Przewodnikiem. Aby ostatni krok, czyli „W GODZINĘ ŚMIERCI NASZEJ” byłprzez Jezusa – wprost w ramiona Ojca.

 

(Chwila milczenia)